FILMY

 

DRAGON TIGER GATE Lung fu moon 

Gatunek - akcja, kunf-fu Produkcja - Chiny , Hongkong 2006 Reżyseria -Wilson Yip na podstwie komiksu  Czas - 96 min  OBSADA - Nicholas Tse, Shawn Yue, Donnie Yena , Jie Dong

 

RECENZUJE - ROGER

         

 

                 Dobry scenariusz jest dla wielu produkcji motorem napędowym i atutem, który pozwala przymknąć oko na niedociągnięcia techniczne, które mogą wynikać z ograniczonego budżetu. Są jednak filmy, które mając zaplecze finansowe stawiają przede wszystkim na spektakularność, przy której fabuła ma być tylko dodatkiem. Dragon Tiger Gate jest właśnie tego typu filmem.

             Produkcja jest ekranizacją komiksu, z którym niestety (lub stety) nie dane mi się było zapoznać więc mogę ocenić film bez ciężaru z jakim jego wielbiciele musieli sie zmierzyć. Sam początek nie zapowiada jeszcze tragedii. Scena z rywalizacji dwóch gangów i walka adeptów tytułowej szkoły "Tygrysa i Smoka" musi się podobać. Potem jednak gangsterski misz-masz zmienia się w bajkę zaś sama końcówka zahacza wręcz o fantasy. Fabuła skupia się na perypetiach dwóch braci, którzy dorastali razem ćwicząc Kung Fu w "Bramie Tygrysa i Smoka". Niestety ich ścieżki życia okazały się odmienne i teraz stoją po przeciwnych stronach barykady. W tle przewija sie wątek tajemniczego medalionu, który jest obiektem pożądania konkurujących ze sobą gangów, oraz demonicznego Shinubiego, który pełni rolę głównego badassa i chce zniszczyć "Bramę Tygrysa i Smoka". To spowoduje, że nasi zwaśnieni bracia będą musieli zjednoczyć siły by pokazać mu gdzie "raki zimują" i sprawić by sprawiedliwości stało się zadość... czizyyys.

             Muszę od razu przestrzec wszystkich fanów złożonych historii, że jest ona totalnie płaska i spokojnie zakwalifikować możemy ją do klasy C. Podejrzewam, że lepsze dialogi dałyby radę spłodzić dzieci z przedszkola a kwiatki typu, „Kto tu jest najlepszy", "To będzie dobra walka" czy "Twoja złota maska jest całkiem udana" powodują ironiczny uśmieszek. Jeszcze gorzej jest, gdy film próbuje być na siłę poważny. Scena, w której jeden z bohaterów opowiada jak dorobił sobie sztuczną bliznę by siać strach i trwogę wśród swoich dręczycieli jest tak żenująca, że aż śmieszna. Zresztą salwy śmiechu będą wybuchać prawie zawsze, gdy scenariusz kierować będzie swoje tory w stronę bardziej ambitnych zagadnień. Banał goni banał, i tworzy się z tego bajeczka o dobrych i złych, źli zabijają dobrych, dobzi muszą więc ćwiczyć by tym złym potem skopać tyłki.

              Produkcja jest przewidywalna do bólu i każdy juz na samym początku będzie mógł nazwać się prorokiem, bo samego przebiegu jak i końcówki nie trudno sie domyślić. Nie mogło oczywiście zabraknąć wielkiego mistrza, który będzie musiał dostać w końcu wciry czy wątku miłosnego. Jest nawet scena poświęcenia ale wszystko jest tak patetyczne, że wypada tylko uczcić to minutą ciszy. Z czasem jednak ma sie wrażenie, że taki zabieg był celowy tym bardziej, że obsada to na rynku chińskim prawdziwa bomba zegarowa i nie raz pokazała, że rzemiosło aktorskie nie jest im obce.

                 Podejrzewam, że z góry ustalono, jaka będzie konwencja filmu, dlatego też aktorzy nie musieli się specjalnie silić, przynajmniej w kwestii czysto aktorskiej. Nicholasa Tse nie trzeba nikomu przedstawiać (Konfrontacja, Przysięga, Shaolin Soccer) grający jego brata Donnie Yen zaliczył nawet epizody w Ameryce (Blade 2, Nieśmiertelny) zaś Shawn Yue grający tu niespełnionego ucznia sztuk walki swój kunszt pokazał m.i w Infernal Affairs. Jednak jest jeden aspekt, który w filmie opracowany jest z mistrzowską precyzją - reżyseria.

              Wilson Yip znany był wcześniej z filmów, których pranie się po mordach jest główną osią filmu . W Dragon Tiger Gate wyciągnął swoje wszystkie asy z rękawa. Realizacja jest po prostu rewelacyjna, plastyczność kolejnych scen. zabawa barwą i światłem czy pojawiające sie co jakiś czas kontrasty powodują, że wizualnie nie można mu nic zarzucić. Jednak prawdziwym majstersztykiem są same pojedynki. Ujecie osadzone z lotu ptaka, które pokazuje, oddział napierających gangsterów oraz dynamiczne przejścia pomiędzy pomieszczeniami robią ogromne wrażenie. Nie zabrakło wirującej kamery pokazującej akcje z różnego kąta, najazdów kamery czy nawet ujęć rentgenowskich po mocniejszych ciosach. Z czasem ma sie wrażenie, że sama fabuła jest tylko pretekstem, który ma dać reżyserowi pole do popisu w kwestii kolejnych efektownych ujęć. I w gruncie rzeczy widz, właśnie na to czeka przy kolejnych fabularnych zawiłościach nudząc się jak mops. Tym bardziej, że choreografia mimo naginania praw fizyki i niewidzialnych linek jest również na bardzo wysokim poziomie. Te wszystkie kontry, akrobacje rzuty przez kilkaset metrów, spowolnienia akcji, czy rozpierducha, po których pomieszczenia wyglądają jakby przeszło przez nie małe tornado po prostu musza się podobać. Czasem rażą jedynie trochę sztuczne upadki po kilkunasto metrowych lotach, ale można na to przymknąć oko.

             Film mogę polecić głownie wielbicielom czystej akcji, którzy fabuły nie traktują zbyt poważnie i nie jest ona dla nich kluczowym elementem. Są momenty, w których będą oni mogli trochę przysnąć, ale sceny pojedynków w pełni im to wynagrodzą. Ja po 30 minutach darowałem sobie wgłębianie się w zawiłości fabularne czerpiąc przyjemność z reżyserii kolejnych scen i dynamicznych pojedynków. Jeśli zasiądziecie do tego filmu radze Wam zrobić tak samo.

 

OCENA  :    6+/10

 

Plusy:
* reżyseria większości scen
* kamera !!!!
* sceny pojedynków
Minusy:
* scenariusz
* dialogi
* nużące momenty