|
Gatunek - obyczajowy,
fantasy Produkcja -
2001/2002, Japonia/USA Reżyser -
Hayao Miyazaki
Muzyka -
Joe Hisaishi Rodzaj -
pełnometrażowy Czas-
124 min.
|
RECENZUJE
- Ju
„Spirited
Away - W krainie bogów” to produkcja wytwórni Ghibli z 2001 roku w
reżyserii Hayao Miyazaki’ego, która doczekała się największej ilości
pochwał ze strony recenzentów. Nie jest to dziwne, szczególnie jeśli
wziąć pod uwagę fakt, iż zdobyła Oskara za Najlepsza Animowaną Opowieść,
oraz odniosła 35 różnych zwycięstw oraz była nominowana do jeszcze 19
innych nagród. Produkcja zarobiła w rezultacie ponad 230 milionów
dolarów i rozsławiła japońskie anime na całym świecie. Warto też zacytować parę fragmentów recenzentów:
„Ten film to Miyazaki doprowadzony do perfekcji. To zwieńczenie jego
wysiłków, dania dzieciom wspaniałej i zarazem poruszającej bajki w parze
z niezwykle cennymi wartościami, które w dzisiejszym świecie gdzieś
przepadły”
„Właściwie jedyną wadą, jaką w nim zauważyłam jest to, że po jego
obejrzeniu ma się ochotę rzucać butami w ekran, jeśli pojawi się na nim
jakieś dzieło Disneya…”
Jest to niewątpliwie jeden z bardziej znanych filmów anime w Polsce,
gdyż również jako jeden z niewielu, być może ze względu na odniesiony
sukces na świecie, był wyświetlany wielokrotnie na polskich ekranach TV.
O czym jest ten film? Odpowiedź na to pytanie to kwestia indywidualnej
analizy każdego z odbiorców, ale najogólniej mówiąc to historia zwykłej
dziewczynki, która nagle, zdana na własne siły, znalazła się w zupełnie
innym fantastycznym świecie. Jeśli już ktoś skojarzył ten motyw z
„Alicją w krainie czarów”, to nie jest w błędzie. Miyazaki sięgnął
bowiem do motywów z wielu bajek zachodu – cóż i jego widać zafascynowała
odmienność kulturowa reszty świata, jak i nas kultura wschodu itd. Film
ten można właściwie nazwać zbitkiem kultury japońskiej z zachodnią.
Twórca zakładał zapewne, iż odbiorcami będą dzieci z całego świata, lub
też dążył do urozmaicenia scenariusza o zawsze fascynujące go motywy z
bajek europejskich.
Próbując konkretnie ująć fabułę – 10 letnia Chihiro jest z rodzicami w
drodze do nowego domu. Podczas postoju trafiają do opuszczonego
miasteczka, pełnego sklepów z wyłożonym towarem ale zupełnie
opustoszałego. Korzystając z okazji, iż stoisk z jedzeniem nikt nie
pilnuje, rodzice „obżerają” się darmowymi posiłkami i w rezultacie
zamieniają się dosłownie w świnie. Chihiro, przerażona zaistniałą
sytuacją, nie wie co zrobić by przywrócic rodzicom zwykłe postaci. Z
pomocą przychodzi jej śliczny młody chłopak. Prowadzi ją do bajkowej
krainy, tłumacząc, iż tylko tam może ona znaleźć sposób na uratowanie
matki i ojca. Ceną za przedostanie się do tego świata jest przyjęcie
przez nią nowego imienia – on również zapłacił taka cenę i teraz nie
pamięta jak naprawdę się nazywa, kim naprawdę jest. I w tym momencie
zaczyna się cała historia. Punktem centralnym owej bajkowej krainy jest
ogromna łaźnia, w której zatrudnia się bohaterka. Łaźnię tę odwiedzają
przedziwni klienci (tak fantastyczni zresztą, jak ten świat), z których
każdy ma swoje odmienne zachcianki. Do zadań bohaterki należy między
innymi zaspakajanie tych ich zachcianek i potrzeb.
Film przepełniony jest symboliką, przenośniami, w każdym wydarzeniu
zawarte jest drugie dno, jakieś przesłanie. Wszystkie wątki ciągle się
przeplatają i ciągle też pojawiają się nowe. W tym bajkowym świecie
bohaterka, szukając sposobu ratunku dla rodziców, przy okazji pomaga
wielu z napotkanych postaci. Jak się też okazuje wszystkie jej przygody
i przeżyte przez nią trudy mają w rezultacie prowadzić do przypomnienia
sobie przez nią swojego prawdziwego imienia, czyli oczywiście
odnalezienie siebie samej, własnego „Ja”.
Ludzkie postaci, typowo dla Miyazakiego, są zupełnie niedopracowane,
brak im polotu, pewnej zjawiskowości – dochodzę do przekonania, iż
reżyser uznał, że nie jest to tak ważne, jak sama fabuła. Pozostali
wymyśleni przez reżysera bohaterowie i „stworki” są bardzo udani,
zabawni, ich wygląd zawsze odnosi się do charakteru, jaki posiadają. Ja
jednak dalej będę przystawać przy tym, iż postaci powinny być starsze i
bardziej dopracowane. Dzieciom nie trudno się jest utożsamiać z innymi
bohaterami anime o wiele przecież starszymi niż w produkcjach
Mizayakiego, czy też bohaterami bajek Disneya. Bohaterów można by
ponadto podejrzewać wtedy o bogatszy świat emocjonalny, niż w przypadku
10 letniej dziewczynki. Wydaje mi się, że słuszną będzie uwaga, iż
poszukiwanie sensu życia, własnego „ja” i indywidualnej tożsamości jest
bardziej charakterystyczne tudzież dla wieku adolescencji, dla
dorastającej młodzieży lub złośliwie mówiąc dla ludzi z kryzysem wieku
średniego. Wolałabym też, by chociaż pobocznie rozbudowany był bardziej
wątek miłosny – niech to będzie nawet zupełnie platoniczna miłość – z
Hijazakim, w co łatwiej by mi było uwierzyć i co byłoby bliższe sercu
dzieci i młodzieży, jak i każdego innego widza. Tego wątku miłosnego
zawsze mi strasznie brakuje w filmach Mizatyakiego, mimo, iż ich
namiastka jest w prawie każdej produkcji . Z tego powodu czuje zawsze
pewien niedosyt.
Film jest poza tym zaiste bardzo abstrakcyjny, przekaz ukierunkowany
jest na podstawowe prawdy życiowe, na tematykę przyjaźni, rodziny,
poświęcenia i ciężkiej pracy itp. co wskazuje na oczekiwanie na szeroką
widownię, nie tylko składającą się z dzieci. Również typowo dla
reżyserii studia Gilgbhi tło dopracowane jest świetnie, występują
malownicze plenery, tajemnicze ujęcia przyrody – to zawsze oczarowuje w
jego filmach.
Można by uznać, że krytykując to anime, robię po prostu na przekór innym
recenzjom. W rzeczywistości przyznać muszę, że zadziwiło mnie, jak wiele
niezwykle pozytywnych komentarzy ma ta produkcja i ile zdobyła nagród –
tak jakby uznano, że jest tak skomplikowana i nikt nie mógł jej
zrozumieć, że aż trzeba ją było nagrodzić za łamigłówkę. Według mnie
film jest więc zbyt skomplikowany, za dużo wszystkiego naraz – klasyczna
abstrakcja, która absolutnie nie powinna być kierowana do dzieci. Nigdy
też nie lubiłam „Alicji w krainie czarów” - więc może po prostu nie
lubię tego rodzaju historii. Oczywiście dorosły widz na bieżąco podda
film analizie, która być może zmusi go nawet do głębszych, pozytywnych
przemyśleń. Wątpię jednak, by jakieś dziecko po jego obejrzeniu
zrozumiało chociażby wątek przewodni, co najwyżej mogło by być pod
wrażeniem bajkowej scenerii, latających smoków i fantastycznych postaci.
Samo zlepienie wątków kulturowych, sprytne zbudowanie fabuły, waga
przekazanych przez film wartości, szczególnie trafnych w naszym
stuleciu, wykonana została po mistrzowsku. Jednak w tym wszystkim ginie
sens baśni, bajki, anime – jak wolicie to nazwać. Uważam, że w tym
filmie nie da się zakochać do tego stopnia, by dzieci wspominały go, gdy
dorosną, jak się to dzieje z wieloma innymi kultowymi anime, jak
chociażby Totoro. Podsumowałabym tę produkcję krótkim i prostym cytatem
- „Przerost formy nad treścią”.
Nie mogę się też oprzeć pokusie by porównać tego rodzaju film z jakością
świata astralnego (ukazany jest np. w anime pt. Ghost Hound). Taka
dosłowna abstrakcja, jakby ktoś, często wybierając się w podróże poza
ciałem, próbował przenieść swoje przeżycia na scenariusz takiego anime
jak to – siłą rzeczy jest to dla człowieka nienaturalne i niezrozumiałe
OCENA
:
5+/10
|